Aktualności

Strona znajduje się w archiwum.

Koniec cierpienia w Radysach – tak opisane zostały działania KMP w Olsztynie na łamach miesięcznika „POLICJA 997”

To była bezprecedensowa realizacja nie tylko funkcjonariuszy Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie, ale także polskiej Policji. Nigdy wcześniej jej funkcjonariusze nie realizowali działań w schroniskach dla zwierząt na tak wielką skalę. W Radysach spodziewano się zastać dwa tysiące zaniedbanych zwierząt.

Schronisko dla zwierząt w Radysach jest prywatne, co nie znaczy, że przebywającym tam psom żyje się dobrze. To przede wszystkim komercyjna działalność. Radysy są jednym z kilku największych schronisk dla zwierząt w Polsce i od jakiegoś już czasu okryte złą sławą. Organizacje pozarządowe kilka razy próbowały tam interweniować, ale bezskutecznie.

DELIKATNY CHARAKTER SPRAWY

Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Północ wszczęła postępowanie w kwietniu br. Podstawą było zawiadomienie jednego ze stowarzyszeń ochrony zwierząt o możliwości popełnienia przestępstwa przez wojewódzkiego inspektora weterynarii, który według zgłoszenia miał sprawować nieprawidłowy nadzór nad zwierzętami przebywającymi w tym schronisku. Sprawę prowadził prokurator Michał Choromański, który włączył do niej KMP w Olsztynie, choć Radysy położone są w powiecie piskim.

Pod koniec maja br. olsztyńscy prokuratorzy spotkali się z naczelnikiem Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KMP w Olsztynie nadkom. Jarosławem Witowiczem oraz z kierownikiem Referatu Dochodzeniowo-Śledczego kom. Pawłem Czaińskim. W spotkaniu uczestniczył również policjant wyznaczony do prowadzenia postępowania asp. szt. Krzysztof Samulewicz. – Już na wstępie było wiadomo, że sprawa będzie wymagała zaangażowania wielu sił i środków – wspomina nadkom. Jarosław Witowicz. – Od samego początku sprawa miała charakter bardzo delikatny. W Radysach i miejscach powiązanych z działalnością schroniska należało zebrać dowody, a w razie potrzeby udzielić pomocy zwierzętom. To było pierwsze spotkanie, ale nie ostatnie. W kolejnych uczestniczyli także przedstawiciele fundacji ochrony zwierząt, którzy przedstawili skalę problemu i przekazali wszelkie informacje dotyczące schroniska. Nie było ich wiele, bo jego właściciele dbali o to, aby o Radysach wiedziano jak najmniej.

BEZ ALGORYTMÓW

Zbieranie informacji, a potem działania były poważnie utrudnione, gdyż otoczony polami teren schroniska liczył kilka hektarów i każde podejście pod kątem rozpoznania zostałoby zauważone przez obsługę schroniska, co mogłoby wzbudzić podejrzenie właścicieli. Na etapie rozpoznania nie zdecydowano się nawet na wykorzystanie drona, więc planując działania, opierano się na satelitarnych zdjęciach terenu dostępnych w internecie. – Okazało się, że konieczne będzie zaangażowanie większej liczby policjantów, niż na co dzień pracuje w całym wydziale PG, i musieliśmy uwzględnić policjantów z innych pionów KMP, dzieląc działania na zespoły oraz na czynności pod kątem przeszukań, oględzin i przesłuchań świadków. Udział tak dużej liczby policjantów wynikał także z tego, że interwencję planowaliśmy przeprowadzić w kilku miejscach jednocześnie, bez przerw od momentu jej rozpoczęcia do wykonania ostatnich czynności na miejscu – mówi kom. Paweł Czaiński. Do zespołu mającego wejść do Radys dołączyła asp. szt. Magdalena Maciejewska z Wydziału Techniki Kryminalistycznej i Statystyki Przestępczości KMP w Olsztynie, która z wykształcenia jest technikiem weterynarii, behawiorystą i treserem psów, a na co dzień charytatywnie pomaga zwierzętom. Na początku czerwca policjanci przygotowujący akcję spotkali się z prokuratorem i przedstawicielami organizacji pozarządowych. Ponieważ należało wykonać zdjęcia poglądowe poddawanych oględzinom psów, do działań zaangażowano również funkcjonariuszy Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Olsztynie. – Termin akcji wyznaczyliśmy na 17 czerwca. Podczas odpraw policyjnych poprzedzających wejście do schroniska omawialiśmy różne warianty zdarzeń. W schronisku mogło być około dwóch tysięcy psów. Policja nigdy wcześniej nie realizowała działań w schroniskach czy pseudohodowlach na taką skalę, które wyznaczałyby procedury w takich sytuacjach. Do tej pory to fundacje interweniowały i prosiły Policję o asystę. W tym przypadku było inaczej, to Policja miała wejść na teren schroniska, gdzie mogło dochodzić do nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu oraz znęcania się nad zwierzętami – mówi asp. szt. Krzysztof Samulewicz. 17 czerwca br. o godz. 3.30 przeprowadzono w Olsztynie krótką odprawę i kolumna policyjnych samochodów ruszyła do Radys. Skoro świt schronisko zostało otoczone. Brama była otwarta. Kilka minut po godzinie 6.00 przystąpiono do realizacji przeszukań. Pracownicy schroniska byli całkowicie zaskoczeni wizytą policjantów. Prokuratorzy okazali właścicielowi schroniska prokuratorski nakaz przeszukania. W działaniach brało udział 40 policjantów podzielonych na 5 zespołów, które miały wyznaczone zadania pod kątem przeszukań oraz przeprowadzenia oględzin, w tym zespół oględzinowy nadzorowany przez podkom. Adama Maciejewskiego z Wydziału dw. z Przestępczością Przeciwko Życiu i Zdrowiu oraz z koordynatorem techników kryminalistycznych st. asp. Markiem Kalinowskim. Każdy zespół miał dowódcę, technika policyjnego, jednego lub dwóch policjantów, lekarza weterynarii, zoopsychologa i fotografa. Wszystkich wyposażono w identyfikatory i krótkofalówki. Nadzór nad akcją sprawowali naczelnik Wydziału dw. z Przestępczością Gospodarczą KMP w Olsztynie nadkom. Jarosław Witowicz oraz prokurator Michał Choromański. – W trakcie działań wykorzystaliśmy drona, którego kamera patrolowała teren i rejestrowała obrazy na potrzeby oględzin procesowych – mówi nadkom. Jarosław Witowicz. – Wsparcia udzielał nam Oddział Prewencji Policji w Olsztynie, który zabezpieczał teren schroniska. Już w trakcie działań dołączyli do nas funkcjonariusze z pobliskiego Komisariatu Policji w Białej Piskiej.

SKAZANE NA CIERPIENIE

Na terenie schroniska policjanci zastali dramatyczny widok. W boksach znaleźli kilka martwych psów. Kilka kolejnych walczyło o życie, wiele miało ślady pogryzień przez inne psy. Chore, brudne, przerażone. – W trakcie oględzin w pustych boksach na końcu schroniska ujawniono zmumifikowanego psa, co świadczy o tym, że od dawna nikt nie zaglądał do jego boksu, a pies z góry był skazany na cierpienie – mówi asp. szt. Magdalena Maciejewska. – Nigdy wcześniej nie widziałam tyle psiego nieszczęścia w jednym miejscu. Po wstępnych czynnościach, po godzinie 7.00, do działań dołączyli kolejni lekarze weterynarii oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych: inspektorzy z  OTOZ Animals, Fundacji Mondo Cane, TOZ Suwałki, Augustowskiego Stowarzyszenia Opieki Nad Bezdomnymi Zwierzętami „Kudłacz”, TOZ Augustów, Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Obrońców Praw Zwierząt w Pasłęku, Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt „Otwocki Zwierzyniec” i  Stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt oraz z Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami w Polsce z siedzibą w Warszawie, którzy wspólnie z policjantami ewidencjonowali liczbę przeprowadzonych oględzin, a  następnie zaopiekowali się zwierzętami najbardziej potrzebującymi pomocy. Na miejscu obecny był również specjalistyczny ambulans dla zwierząt. Łącznie pracowało tam ponad 100 osób. W trakcie działań policjanci ujawnili, że jeden z pracowników był osobą poszukiwaną, a w jednym z pomieszczeń mieszkalnych na terenie schroniska znaleziono m.in. nielegalną amunicję. Zabezpieczono także kilkadziesiąt tysięcy kart dokumentacji. Podjęta została również próba prac odkrywkowych, gdyż istniało podejrzenie, że na miejscu mogą być zakopywane ciała psów. Wstępne przypuszczenia ostatecznie się potwierdziły.

HONOROWA SPRAWA

- Policjanci, którzy brali udział w tych skomplikowanych czynnościach na terenie schroniska, wykazali się bardzo dużym poświęceniem – mówi prokurator Michał Choromański. – Myślę, że potraktowali to jako sprawę honorową. Warunki mieli bardzo ciężkie, bo zaczęliśmy czynności nad ranem, a skończyliśmy bez chwili przerwy o godz. 6.00 następnego dnia. Był upał, przeżyliśmy dwie burze. Policjanci bezpośrednio na miejscu dokonywali oględzin każdego z ponad tysiąca psów! To była bezprecedensowa akcja i tylko ich fachowość pozwoliła przeprowadzić te czynności tak skutecznie. Efektem było zastosowanie tymczasowego aresztowania dwóch podejrzanych, właściciela schroniska i jego syna, którym przedstawiono zarzuty znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem (art. 35 ust. 1a w zw. z ust. 2 w zw. z art. 6 ust. 10 ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt), nielegalne posiadanie amunicji (art. 263 § 2 kk.) i oszustwo (art. 286 kk). Dziś w schronisku w Radysach życie toczy się wolniej. Wolontariusze na portalach społecznościowych oraz w mediach apelują o pomoc w znalezieniu potrzebującym zwierzętom domów tymczasowych. – Każdy, kto widzi realne możliwości, aby wyciągnąć rękę do potrzebujących zwierząt, może sprawić, że koleje ich losu zmienią się nie do poznania i resztę swojego życia będą mogły spędzić w normalnych warunkach – mówi asp. szt. Magdalena Maciejewska. Śledztwo trwa, sprawa jest rozwojowa.

ANDRZEJ CHYLIŃSKI,

RAFAŁ PROKOPCZYK,

ANDRZEJ JURKUN

zdj. Michał Choromański, Grzegorz Bielawski

Powrót na górę strony